Kobieta w męskim świecie

22
15159931442_cddd1c7eed

Znam kobiety, które były przekonane, że urodzą dziewczynki. Nawet po USG, kiedy doktor zapewniał je, że „nie będzie to Kasia”, weryfikowały „diagnozę” u innego specjalisty. Przecież od zawsze wyobrażały sobie przyjacielskie, żeby nie powiedzieć siostrzane relacje ze swoimi córkami. A tu los dał im synów. Jednego albo dwóch.

Żadna nie narzeka, choć wszystkie przyznają, że przyszło im żyć w domu pełnym mężczyzn. Ma to swoje plusy i minusy, a na pewno jest inaczej niż się spodziewały. Na przykład jedna wcześniej sądziła, że chłopcy są bardziej grubiańscy od kruchych, delikatnych dziewczynek. Jakież było jej zdziwienie, kiedy na pierwszej przedszkolnej imprezie zobaczyła pędzące stado czerwonych, rozkrzyczanych dziewczęcych buziek, z których – zapewne przez ten szalony pęd – niejednokrotnie wypadały niedojedzone chrupki. Chwilowo niedojedzone, bo szybko trafiały do ust koleżanek z tyłu. Zaczęła też przysłuchiwać się rozmowom nastolatek w autobusach i tramwajach. Zszokowana poziomem języka przestała rozgłaszać wszem i wobec, że grubiaństwo i wulgarność jest cechą determinowaną przez płeć.

Druga zracjonalizowała sobie sytuację twierdząc, że za kilka lat „jej chłopcy” będą traktować ją jak królową: nosić ciężkie zakupy, pomagać w przestawianiu masywnych mebli… Jako matka z ośmioletnim stażem pozbyła się złudzeń. Chłopcy, owszem, „przesuwają” meble, ale w ramach zabawy lub przy okazji kolejnej powtórki z treningu karate. O wybitej szybie w drzwiach do pokoju już nie wspomnę. Ona z kolei bez żalu pożegnała się z kryształowymi misami na „wystawce” i do perfekcji opanowała sztukę podnoszenia kluczy z chodnika trzymając jednocześnie w obu rękach ciężkie torby.

Za to trzecia narzekała, że chłopiec nie okaże tyle czułości co dziewczynka, bo przecież już czterolatki krzyczą, że nie chcą buziaków. Jej syn ma obecnie 4 lata i nie odchodzi od niej na krok. Może zabawa w zjeżdżanie po jej nodze, albo w „kto mocniej przytuli” nie do końca są tym, co sobie wcześniej wyobrażała, ale na pewno na brak czułości ze strony potomka nie może narzekać.

Ja (!!!) – to tak na koniec – ubolewałam nad tym, że nie będę bawić się Barbie i muszę pogodzić się z wizją porozrzucanych wszędzie klocków, figurek lego, nudnych zabaw samochodzikami czy jeszcze nudniejszych walk na miecze, pistolety albo, co gorsza, wręcz. Dzisiaj, po pięciu latach przeróbek garnków na perkusję, plastikowych butelek na rakiety i robienia namiotu z sukni ślubnej – wszystko odszczekuję. Bo przy odpowiednio pobudzonej wyobraźni, bez względu na płeć, nawet ze Spidermana można zrobić Barbie.

(fot. velocity635 / Foter / CC BY-NC)

Dodaj komentarz

Wypełnienie poniższych pól jest wymagane. Adres email nie będzie publikowany.